sie
29
2020
sie
29
2020

Neoliberalizm i transformacja ustrojowa przekonały przedsiębiorców, że głównym celem firmy jest zysk, a otoczenie społeczne nie jest dla biznesu istotne.

W Europie Zachodniej od lat podejmuje się działania na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu.

Niemieckie firmy, które apelowały o ściślejszą ochronę prawną środowiska i praw człowieka, cechują się większą innowacyjnością niż konkurencja.

Pandemia pokazała, że liberalizm zbyt wąsko pojmuje ekonomię. Poprawne ujęcie relacji gospodarczych leży u podstaw nauczania Kościoła.

Jednym z powszechnych nieporozumień we współczesnym dyskursie jest uznanie, że ekonomia to nauka o zarabianiu pieniędzy. Oznacza bowiem legitymizację wszelkich działań prowadzących do akumulacji pieniędzy. Wzrost dochodu i bogactwa implikuje wzrost konsumpcji dóbr pozycjonalnych (nabywanych i użytkowanych ze względu na pozycję społeczną nabywcy), działa destrukcyjnie (poprzez zawiść, egoizm, samotność) na relacje międzyludzkie. Dochodzi zatem do paradoksu – tradycyjna ekonomia, której celem miało być uczynienie człowieka szczęśliwym poprzez wzbogacenie, de facto go unieszczęśliwiła.

Brak odpowiedzialności w erze transformacji 

Współczesną odpowiedzią na problem ciągłej i destrukcyjnej pogoni za zyskiem jest koncepcja społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR – ang. Corporate Social Responsibility). Przedsiębiorstwo jest tu swego rodzaju agentem społecznym, odpowiedzialnym za jednostki i podmioty, na które wpływ ma jego działalność. Odpowiedzialność firmy została więc rozszerzona z wąskiego grona pracowników na szersze otoczenie – lokalną społeczność, środowisko, administrację, konsumentów i dostawców. 

Już od początku lat 70. XX w. przeciwni idei CSR byli gospodarczy liberałowie, którzy inaczej postrzegali zarówno rolę państwa, jak i przedsiębiorstwa w gospodarce i życiu społecznym. Najbardziej znanym stanowiskiem ich przedstawicieli jest to nakreślone przez Miltona Friedmana. Amerykański ekonomista napisał (właściwie już w 1962 r.), że jedyną odpowiedzialnością społeczną biznesu jest zwiększanie zysków, jakie osiągają udziałowcy przedsiębiorstwa. W tym duchu wypowiadają się również polscy ekonomiści związani z myślą wolnościową, m.in. przedstawiciele Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza. 

Pokłosiem sceptycznego nastawienia do idei społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw były postawy, jakie przyjmowali polscy biznesmeni w czasie gospodarczego El Dorado okresu transformacji ustrojowej. 

Praktyką życia codziennego w polskich przedsiębiorstwach były w latach 90. XX w. istotne naruszenia standardów etycznych. Najlepszym przykładem demoralizacji jednostek był kreacjonizm interpretacyjny. Zjawisko to polegało na swobodnym podejściu do wyborów moralnych i przejawiało się powszechnością maksymy stanowiącej, że dozwolone jest to, co nie jest zakazane. Popularną była w tym czasie również ludowa prawda mówiąca, że pierwszy milion trzeba ukraść. 

Nie bez powodu na przełomie XX i XXI w. niemal 50% przedsiębiorców uważało, że łapówki są skutecznym narzędziem w relacjach biznesowych, o czym pisali Gasparski i Dietl w swojej pracy – Etyka biznesu w działaniu. Doświadczenia i perspektywy. Trudno wobec tego dziwić się, że na porządku dziennym były w latach 90. w Polsce praktyki, takie jak:

  • rozwiązywanie umów o pracę bez wyraźnego powodu lub przewinienia pracownika,
  • zaniżanie pensji,
  • niechęć do zatrudniania pracowników na umowę o pracę,
  • zwlekanie z wypłatą wynagrodzeń,
  • zmuszanie do nadgodzin i ograniczanie możliwości urlopowych,
  • dyskryminacja ze względu na wiek, płeć i status społeczny.

Kulminacją nadużyć, do jakich dochodziło przy wykorzystaniu praw dzikiego kapitalizmu, były wielkie afery, których zasięg wykraczał poza świat biznesu. Najbardziej spektakularne z nich dotyczyły wsparcia, jakie późniejsi najbogatsi Polacy otrzymywali od postkomunistycznych władz. Jako najgłośniejsze wymienić można trzy konkretne przypadki zaangażowania dużego biznesu w politykę. Kolejno są to: udział Edwarda Mazura (jednego z twórców Bakomy) w zabójstwie gen. Marka Papały, problemy z prawem senatora Henryka Stokłosy (twórcy Farmutilu) i matka wszystkich polskich afer – kwestia Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.

Współczesna odpowiedzialność i jej przykłady

Wspomniane powyżej praktyki i konkretne przypadki ich zastosowania są już jednak (w części) historią. Aparat państwowy znacznie skuteczniej walczy z korupcją, coraz popularniejsze stają się w kręgu biznesowym postawy prospołeczne i prośrodowiskowe. Świadczyć może o tym chociażby liczba konferencji o tematyce CSR (jak np. Sustainable Economy Summit, organizowany przez Executive Club) i wzrost popularności inicjatyw, takich jak np. B-Corporation, której pomysłodawcą jest Paweł Niziński. Wciąż są to jednak przedsięwzięcia względnie niszowe na rynku polskim. Dominujące nad Wisłą jest spojrzenie na biznes, zgodnie z którym jedynym celem działalności gospodarczej jest maksymalizacja zysku.

Tymczasem w innych krajach europejskich można znaleźć szereg przedsięwzięć, które mają na celu promocję wrażliwości społecznej w biznesie. Do najbardziej interesujących należą:

  • kooperatywy i spółdzielnie (jako czołowy przykład podawana jest najczęściej hiszpańska federacja spółdzielni pracowniczych Mondragon), 
  • przedsiębiorstwa społeczne (np. Groundswell lub Biolite),
  • sprawiedliwy handel (ang. fair trade),
  • brytyjska organizacja A Blueprint for Better Business,
  • inicjatywa The Economy of Communion.

Wymienione powyżej formy prowadzenia działalności gospodarczej Luigino Bruni i Stefano Zamagni stawiają w swojej pracy – Civil Economy: Another Idea of the Market – za przykład firm realizujących szlachetne założenia ekonomii obywatelskiej, gdyż kierują się one w swych działaniach wzajemnością i cnotami obywatelskimi, czyniąc je swą siłą napędową. 

Jak pisał ojciec ekonomii obywatelskiej – Antonio Genovesi – w Autobiografia, lettere e altri scritti, „bezużytecznym jest myślenie o sztuce, handlu i rządzeniu, dopóki nie pomyśli się o zmianie moralności”.

W tej perspektywie warto przyjrzeć się bliżej różnicom istniejącym nie tylko na poziomie konkretnych inicjatyw biznesowych, ale już na poziomie przeciętnego biznesu i podejścia jego przedstawicieli do kwestii społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw. Dobrym przykładem do porównania nastawienia polskich przedsiębiorców są ci zza naszej zachodniej granicy. Niemcy to bowiem nasz najważniejszy partner handlowy, jednak w sposób istotny nasze kraje różni historia rozwoju gospodarczego, która miała kluczowy wpływ na kształt współczesnych środowisk biznesowych w obu państwach. Dzięki temu będzie można pokazać, na czym polegają różnice w procesie kształtowania się modelu przedsiębiorczości w obu tych krajach, a także zestawić ze sobą ich wady i zalety, mając na uwadze poprawę niektórych dysfunkcji rodzimego biznesu.

1. Firmy rodzinne

Pierwszą istotną różnicą między naszymi rynkami jest udział firm rodzinnych w ogóle działających podmiotów. 

Podczas gdy w Polsce firmy rodzinne stanowią niespełna połowę wszystkich przedsiębiorstw, w Niemczech ich udział sięga niemal 90%. Jest to różnica o tyle istotna, że to właśnie prywatne podmioty, znajdujące się w rękach konkretnych rodzin, dbają o odpowiedzialne budowanie społeczeństwa obywatelskiego. 

Firmy rodzinne są jednostkami, które wyróżniają się strukturą własności i rolą członków jednej lub kilku rodzin w procesie kontroli i zarządzania. Cechy firm rodzinnych, które stanowią o ich najważniejszych przewagach konkurencyjnych, to przede wszystkim: wzajemne zaufanie, długookresowa perspektywa prowadzenia biznesu z pokolenia na pokolenie, większa troska o pracowników, specyficzna forma relacji z klientami i istnienie tzw. kapitału cierpliwego – źródła finansowania działalności firmy rodzinnej, odpornego na chwilowe wahania wartości i kondycji przedsiębiorstwa. Firmy rodzinne mimo często niższych stóp zwrotu z inwestycji krótkoterminowych charakteryzują się dłuższym horyzontem działalności, co pozwala im stanowić fundament rozwoju gospodarki.

Chociaż w Polsce prawie połowa firm klasyfikowana jest jako rodzinne, w większości są to podmioty mikro i małe. Co niepokojące, w ostatnich latach kilka wielkich polskich firm straciło taki status. Zagranicznym koncernom sprzedane bowiem zostały m.in. Solaris, Konspol, Blikle i Kruk. W tym samym czasie przedsiębiorczość rodzinna w Niemczech ma się bardzo dobrze – powstają nowe fundacje rodzinne, wspierana jest działalność katedr i instytutów zajmujących się tym tematem, wielkie firmy rodzinne rozszerzają zakres swej działalności. Warto wspomnieć, że do kategorii firm rodzinnych należą takie niemieckie podmioty, jak m.in. Volkswagen, BMW, Metro, Schwarz, Aldi, Robert Bosch, Continental i Axel Springer. O roli prywatnego kapitału zarówno w budowaniu świadomości obywatelskiej, jak i w twardej polityce świadczyć może chociażby udział tej ostatniej w rynku mediów w państwach ościennych, np. w Polsce.

2. Lokalna społeczność i środowisko

Drugą zauważalną różnicą jest podejście niemieckich przedsiębiorstw do aktywnej działalności prospołecznej i prośrodowiskowej. Jego egzemplifikacją jest ogłoszona w grudniu 2019 r. inicjatywa 62 niemieckich firm, które za pośrednictwem Business & Human Rights Resource Centre podpisały apel do niemieckich władz o prawne usankcjonowanie obowiązkowych audytów przedsiębiorstw w zakresie ochrony praw człowieka i ochrony środowiska. Wśród nich znalazły się tak duże firmy, jak Hapag-Lloyd, Nestlé Germany, Ritter Sport, Tchibo i Vaude.

Warte uwagi jest ogromne wsparcie rozwoju tzw. zielonych startupów, jakie zapewniają niemieckie Ministerstwa: Środowiska oraz Gospodarki i Energii. Zgodnie z raportem z 2018 r. ponad ¼ niemieckich startupów może być uznana za przyjazne środowisku, gdyż ich działalność bezpośrednio wpisuje się w założenia niemieckiej Zielonej Gospodarki. 

Co istotne, z raportu dowiadujemy się również, że tzw. zielone startupy działają na zasadach rynkowych z taką samą efektywnością finansową, jak pozostałe firmy, mają mniej problemów z rekrutacją specjalistów, cechują się wyższymi wskaźnikami innowacyjności i charakteryzuje je większy współczynnik feminizacji stanowisk zarządczych w porównaniu z innymi firmami. Oczywiście również w Polsce powstają w ostatnich latach przedsiębiorstwa społeczne zajmujące się problemami ochrony środowiska (można wymienić chociażby SOLACE Housing), jednak są to wciąż pojedyncze inicjatywy, które mają problem z przebiciem się do szerszej świadomości środowiska biznesowego.

3. Współpraca z samorządami

Kolejną z cech odróżniających niemieckie firmy od polskich, szczególnie w zakresie wsparcia budowy społeczeństwa obywatelskiego, jest ich współpraca z władzami samorządowymi. Zarówno na poziomie centralnym, jak i – przede wszystkim – w samych landach w Niemczech powstało wiele instytucji zajmujących się wsparciem i promocją partnerstwa publiczno-prywatnego. 

Jako najlepsze przykłady owocnej współpracy firm z samorządami można wymienić trzy miasta: Mertingen, Berlin i Norymbergę. Władze Mertingen współpracują z mleczarnią Zott, mającą w mieście swój główny zakład, w wyniku czego firma przeniosła swe oddziały wraz ze sklepami i restauracjami z obrzeży do centrum, by ożywić nieco tkankę miejską w tym małym mieście. 

W Berlinie w 2006 r. powstało natomiast dzięki współpracy miasta z prywatnym koncernem handlowym Metro niezwykłe boisko umieszczone na dachu jednego z supermarketów w dzielnicy Friedrichshain. Służy ono zarówno drużynie SG Blau-Weiß Friedrichshain, jak i lokalnej społeczności. Jeszcze bardziej rozwiniętą współpracę z firmami podjęła Norymberga. W tym mieście firmy od lat sponsorują problematyczne dzielnice. Cel: każdy powinien ukończyć szkołę. Przedsiębiorstwa wspierają projekty edukacyjne, a jednocześnie przyciągają przyszłych pracowników.

Wspomniane powyżej są jedynie przykłady, jednak wsparcie dla takiej współpracy obserwowane jest w Niemczech na poziomie ogólnym. Oprócz konkretnych inicjatyw organizowane są konkursy, ogłaszane projekty, których beneficjentami są przede wszystkim przedstawiciele lokalnych społeczności. Ze szczegółowym podsumowaniem tego typu aktywności zapoznać się można m.in. w raporcie Bawarii, który dotyczy przyjaznych biznesowi gmin.

Dwie drogi rozwoju gospodarczego

Różnic w podejściu do biznesu, jakie istnieją między Polską i Niemcami, upatrywać można z pewnością w historii gospodarczej obu państw. Po II wojnie światowej w Polsce sfera społeczno-gospodarcza zdominowana została przez nader niekorzystny dla przedsiębiorczości marksizm-leninizm. Ogólna atmosfera społecznej i gospodarczej beznadziei systemu gospodarki centralnie sterowanej stwarzała doskonałe warunki do rozpowszechniania ambiwalentnego stosunku moralnego Polaków do wykonywanej pracy. Ogromne marnotrawstwo i bylejakość, jakie cechowały ten system, prowadziły do degradacji kultury pracy i usprawiedliwiania wątpliwego moralnie zachowania, takiego jak np. kradzież, upojenie alkoholowe w miejscu pracy czy nieuzasadnione absencje. Prywatni przedsiębiorcy nazywani byli pogardliwie prywaciarzami lub badylarzami, a prowadzenie działalności gospodarczej bez współpracy z aparatem państwowym było niemal niemożliwe. System, który funkcjonował przez ponad 40 lat, musiał odcisnąć swe piętno na mentalności polskiego społeczeństwa. Przedsiębiorczość była więc jeszcze na początku XXI w. kojarzona z kradzieżą, łapówkarstwem i wątpliwymi układami. W związku z tym bezsensowne wydawało się angażowanie przedsiębiorstw w jakikolwiek szerszy rozwój społeczny.

Zupełnie inaczej historia potoczyła się w RFN. Po uznaniu swych drastycznych przewinień społeczeństwo niemieckie poddało się karnie procesowi modernizacji. Jego pionierami byli myśliciele i politycy związani z doktryną ordoliberalizmu, wśród których prym wiódł Ludwig Erhard, kanclerz RFN w latach 1963–1966. Ordoliberałowie mogli dzięki mocnej podbudowanie intelektualnej, historycznym tradycjom gospodarki socjalnej w Niemczech i wpływom aplikować swe idee w praktykę społeczno-gospodarczą. I tak w społeczeństwie niemieckim za kulturową podstawę przyjęto porządek naturalny, konstytuowany w zasadach katolickiej nauki społecznej. 

Ordoliberalizm był niewątpliwie myślą wolnościową, jednak zakładał, że istnieją w społeczeństwie sfery, którymi nie może rządzić rynek, jak np. administracja państwowa, przestrzeń wspólnoty i czystego oddania, a także drobnych, codziennych stosunków. Ordoliberałowie używali metafory, w której opisywali gospodarkę nie jako dziką roślinę (Naturgewaechs), ale jako kultywowaną uprawę (Kulturpflanze). 

Takie podejście do przedsiębiorczości, połączone z wrodzonym umiłowaniem porządku (łac. ordo), przyczyniło się niewątpliwie do wykształcenia postaw prospołecznych zarówno w przeciętnych obywatelach, jak i w przedstawicielach świata biznesu. Warto w tym miejscu zauważyć, że mimo burzliwej historii Polacy też mieli swych myślicieli sympatyzujących z katolicką nauką społeczną. Jednym z nich był lwowski ekonomista, prawnik i filozof z początku XX w., Leopold Caro. Jako zwolennik katolickiego solidaryzmu Caro odrzucał liberalny, ponadczasowy egoizm, którego najbardziej znanym odzwierciedleniem jest koncept homo oeconomicus – człowieka racjonalnego ekonomicznie. Jednocześnie nie do zaakceptowania był dla niego historycznie zrelatywizowany i uzależniony od bazy materialnej człowiek marksistowski. Koncepcja katolickiego solidaryzmu stała się tym samym w jego oczach niejako trzecią drogą równoważącą obie wyidealizowane skrajności. Podstawą powyższego staje się ponadczasowa skłonność jednostek do współdziałania, wynikająca z dwóch przesłanek – podobieństwa potrzeb i konieczności wymiany dóbr między jednostkami w czasach rozwijającej się wciąż specjalizacji.

Odpowiedzialność za przyszłość

Wszystkie dotychczasowe konstatacje zyskały na aktualności w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Mieliśmy do czynienia z największym zamknięciem światowej gospodarki w jej historii, co doprowadziło na skraj bankructwa wiele dobrze dotąd funkcjonujących przedsiębiorstw. W obliczu nagłego kryzysu gospodarki musiały sięgnąć po wsparcie organów państwowych, gdyż ekonomicznym dobrem najwyższym były miejsca pracy zwykłych obywateli. Nawet przedstawiciele środowisk liberalnych apelowali o państwowe wsparcie dla firm. Obecna sytuacja uzmysławia nam zatem wyraźnie, jaką rolę w społeczeństwie pełnią przedsiębiorstwa i jak ważny jest ich wkład w budowanie społeczeństwa obywatelskiego, czyli takiego, w którym w życie społeczne angażują się nie tylko podmioty centralne, ale w którym fundamentalna dla katolickiej nauki społecznej jest zasada subsydiarności, mówiąca o tym, że zadania powinny być wykonywane na możliwie najniższym poziomie.

W taki sposób, odwoławszy się do idei ordoliberalizmu i solidaryzmu społecznego, dochodzimy do wniosku, że nader ogólna katolicka nauka społeczna może mieć istotny, pozytywny wpływ na budowanie systemów społeczno-gospodarczych. Rządzące nią zasady solidarności, subsydiarności i dobra wspólnego okazują się kluczowymi czynnikami wpływającymi na poprawne konstruowanie instytucji społecznych. 

Ich największą zaś zaletą są mechanizmy zapobiegania naturalnym ułomnościom wolnego rynku, takim jak egoizm, utylitaryzm czy relatywizm. Pozostaje mieć zatem nadzieję, że w już ponad trzydziestoletniej polskiej gospodarce wolnorynkowej instytucje, takie jak prawo, tradycja i wzajemne zaufanie, zyskiwać będą na znaczeniu i na nich budowana będzie społeczna gospodarka rynkowa.

Marcin Kawko
Doktorant Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, Członek Zarządu ProjektPL, w pracy badawczej porusza tematykę dóbr relacyjnych w rodzinie i w przedsiębiorstwie w świetle teorii kapitału społecznego i ekonomii obywatelskiej. Współpracownik Caritas Polska, Klubu Jagiellońskiego, Instytutu Tertio Millennio. Założyciel The Common Good Perspective oraz uczestnik The Economy of Francesco, współzałożyciel The Profit Podquest.